Logo Niezła Korba

Na skróty

2012-03-29
Do trzech razy sztuka
komentarzy: 2

2012-03-26
Bieg Piastów oczyma debiutantów i weterana
komentarzy: 1

2012-03-14
Warszawa Nocą - WYNIKI cyklu
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2012-04-02 21:07
Maciej:
Brawo Łucja. Mój pierwszy półmaraton to był rok 2008. Pamiętam, że z Jankiem, Olkiem i Aruse...

2012-03-30 17:41
Mania:
Super Łucja! Gratuluje!...

2012-03-27 09:58
aka:
Brawo Janek za taki wynik w pierwszym sezonie startowym w BnO. Brawo dla zwycięzcy, Piotra Łobodz...

2012-03-27 09:47
Agnieszka:
Cudowne doświadczenie! Brawa dla wszystkich i każdego z osobna. Jak pomyślę, że jesteście w ...

2012-03-06 09:44
bikergonia:
jeszcze raz szacun za start i wolę walki pomimo takiego mrozu :)...

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

Rz.....

Niezła Korba

Ścieżka coraz stromsza i bardziej śliska, błoto oblepiające buty ciąży jak kajdany. Słyszę łomot krwi w skroniach i swój pośpieszny oddech…

Większość z nas wiele słyszała o biegu Rzeźnika. Ja również już na początku swojego biegania natrafiłem na informacje o tej imprezie. Tak, tak, przyznaję, że już w ubiegłym roku zadawałem jednemu z doświadczonych biegaczy pytania na jej temat.
Wtedy usłyszałem rozsądne – „jeszcze za wcześnie”.
To chyba była dobra rada. Z perspektywy czasu widzę, jaki ogrom prac przygotowawczych udało się przez ten rok wykonać. Ten wysiłek plus doświadczenia, o których będzie później, pozwoliły nam w ubiegłym tygodniu z pewną swobodą zmierzyć się z tą legendarną trasą.
Oczywiście w „naszym wieku” nie mieliśmy zamiaru walczyć o super wyniki. W pierwszej próbie stawialiśmy sobie za cel zmieszczenie się w ustalonym limicie czasu i dotarcie na metę bez strat na ciele i umyśle. Chcę też podkreślić, że twórcą naszego małego sukcesu jest Andrzej Paterek. On pierwszy wysunął tę propozycję „nie do odrzucenia”. Stało się to około lutego i od tej pory mogliśmy już biegać mając wytknięty śmiały cel. Z pewnością pomagało nam to szczególnie w momentach, kiedy się nie chciało (a na pewno takie były). Oczywiście, jak to w życiu bywa, nie udało się zrealizować planów na treningi biegowe w górach. Z pewną zazdrością i zgrozą czytaliśmy na forum o przyszłych „Rzeźnikach” biegających niczym kozice po górskich perciach. Nam pozostała Warszawa i okolice Olsztyna. Musieliśmy zaprzyjaźniać się z warszawską skarpą – ulice: Książęca, Myśliwiecka i Agrykola stały się naszymi ulubionymi terenami treningowymi.

Oczywiste, że tuż przed startem owiany legendą bieg budził jeszcze większy niepokój. Noc poprzedzająca bieg była na szczęście krótka. Oszołomieni wczesną pobudką, pozwoliliśmy o 1.30 wywieźć się na miejsce startu w Komańczy. Tam czekały na nas bębny i startowy strzał z broni długiej... zaczęło się...
A zaczęło się jak to w Bieszczadach, już po godzinie od startu burzą i co najmniej godzinnym, rzęsistym deszczem. Potem było tzw. „normalnie", czyli mgła i wszechobecne, lepkie błoto, (choć bywalcy twierdzą, że nieco mniejsze niż w ubiegłym roku).
Od startu jednego byliśmy pewni: biegniemy odcinki poziome i zbiegi, nie biegamy pod górę!

Niezła KorbaRealizując te zamierzenia, na pierwszym z pięciu etapów, do przełęczy Żebrak docieramy z kilkudziesięciominutowym zapasem poniżej narzuconego limitu czasu. Po krótkiej przerwie, drugi etap od Żebraka do Cisnej pokonujemy w tym samym rytmie. Zaznaczę tu ważną rzecz – w trakcie przygotowań i w momencie startu mieliśmy z Andrzejem porównywalne możliwości fizyczne, wiek i plany. Podkreślam to, ponieważ już na tym początkowym etapie widać było trudności w dopasowaniu się niektórych zespołów, powołanych dość przypadkowo np. z użyciem Internetu. W mojej opinii, przy tak długim wysiłku w terenie górskim dobrze jest mieć przy sobie nie tylko silnego biegacza, ale i kogoś, kogo można nazwać „partnerem” w sportowym pojęciu. To była jedna z naszych mocniejszych stron, drugą okazała się duża wprawa w pokonywaniu zbiegów. Zaobserwowałem, że sprawni biegacze prześcigający nas na podejściach, zostawali w tyle w trakcie zbiegów. Wydaje nam się, że procentowały tu lata turystyki górskiej i dziesiątki zejść w stromym terenie.

Niezła KorbaW taki spokojny sposób, zdobywając kolejny „zapas” czasu docieramy do Cisnej. Tu odbywamy przesadnie, jak później skonstatowaliśmy, długi popas.

Wreszcie, już zaopatrzeni w kijki pobrane z przepaku, ruszamy dziarsko ;) pod górę. Ten trzeci etap, wiodący do miejscowości Smerek, okazał się podobny do tasiemca. Dystans zdawał się nie mieć końca. Ale czujemy, że siły jeszcze są, napieramy jak możemy. Pewną atrakcją, poza poprawą pogody, było spotkanie na Okrągliku z ratownikami GOPR i Służbą Graniczną, a nieco dalej z solidnych rozmiarów jeleniem. Pod koniec tego odcinka zaczęło jednak dawać znać o sobie zmęczenie. Trudniej było mi zmobilizować się do biegu. Na tzw. drodze Mirka, odcinku niby wygodnym, lekko pochyłym asfalcie …… jednak już w całości po nim nie biegliśmy. Wychodzą tu nam jeszcze interwały: kilkaset metrów biegu na przemian z marszem. Obserwując sąsiednie ekipy, widzimy, że nasza niechęć do biegania nie jest odosobniona. Na usprawiedliwienie dodam, że były to okolice 50 kilometra.
W Smereku, na przepaku po III etapie nadal utrzymujemy zapas czasu, więc nieśmiało zaczynamy marzyć….

Do realizacji tych marzeń już tylko zostawić za sobą Połoninę Wetlińską i Caryńską…prawda, że niewiele?

Niezła Korba
Zapas czasu, pomoc kijków i już niewiele ponad dwadzieścia kilometrów do mety pozwoliły nam uwierzyć, że marzenia staną się faktem. Pod koniec w zabawny sposób zagrała w nas jednak ambicja. Nagle uświadomiliśmy sobie, że celowanie w końcówkę limitu czasu może spowodować zajęcie ostatniego miejsca wśród kończących ekip. O nie! Przecież mamy jeszcze sporo siły! Ruszyliśmy z kopyta, na szczęście w dół, uruchamiając nasze stare tatrzańskie doświadczenie w zbieganiu. Udało nam się wyprzedzić jeszcze kilka zespołow. Szczęśliwi, że wszystko ma swój koniec dotarliśmy do mety w Ustrzykach Górnych.

Plan zrealizowaliśmy, w dodatku nie doprowadzając się do kontuzji ani nie wywołując żadnych długotrwałych dolegliwości. Ja po raz pierwszy użyłem getrów obciskających (CEP) zakupionych w zaprzyjaźnionym sklepie ERGO. Wierzę, że to dzięki nim na całej trasie nie miałem żadnych problemów ze skurczami, które wcześniej, przy okazji maratonów czasem mi dokuczały. Jak przystało na świeżo upieczonych „Rzeźników” natychmiast zaczęliśmy myśleć… no, zgadnijcie o czym?
Tak, dobrze odgadliście – o tym, jakby tu się przygotować, żeby „urwać” trochę czasu na przyszłorocznym biegu Rzeźnika!
Z perspektywy tych kilku dni widzimy jak wiele czasu straciliśmy na punktach żywieniowych i przepakach. W tych miejscach jest duży potencjał do oszczędności. No i znów trzeba się solidnie namęczyć na treningach, to może będzie trochę lepiej. Ale jak to na Rzeźniku, wszystkiego nie przewidzisz. Oby, więc nie było gorzej! A tegoroczna inaugurację uważamy za udaną.

Jacek Bojarowski

Napisał/a: Janek, 2011-07-04 22:14:01 komentarze (10) || skomentuj

Janek, 2011-07-04 22:54:55, napisał/a:

Jacku, ja też od kilku sezonów się odgrażam, ale za rok to chyba naprawdę spotkamy się na starcie.

Muszę przyznać, że wysoko powiesiliście poprzeczkę! No i ta ilość luzu z jaką ukończyliście TAKIE zawody - godne pozazdroszczenia. Gratuluję!

Janek, 2011-07-04 22:56:49, napisał/a:

PS

Andrzej to nie miał specjalnie trailowych butów - nie narzekał na brak przyczepności?

Darek P, 2011-07-05 00:20:03, napisał/a:

Jacku naprawdę wielki szacunek ! Ukończenie Rzeźnika to marzenie wielu biegaczy.

Mania, 2011-07-05 23:29:43, napisał/a:

Oh! Super! Gratuluje !

Maciej, 2011-07-06 23:02:04, napisał/a:

I ja przyłaczam się do gratulacji.
Liczyłem po cichu, że może w przyszłym roku pobiegniemy razem, ale coż, partnera masz, więc już teraz życzę powodzenia. Ale możesz mnie traktować jako rezerwowego i tym samym trenować spokojnie ;-).

Jacek, 2011-07-07 22:44:44, napisał/a:

Maćku, rok to jeszcze daleka perspektywa,trenujemy a czas pokaże kto, gdzie i z kim.
Janku, tak, Andrzej miał zwykłe buty biegowe i ślizgał się z gracją, ale nie więcej niż inni z lepszymi bieżnikami :)
Acha...jeśli chodzi o 'poprzeczkę' to nie przesadzaj, byliśmy ledwo 30 minut przed upływem limitu więc łatwo będzie wszystkim następnym poprawić ten czas.

Janek, 2011-07-08 17:24:32, napisał/a:

Aaaa! Myślałem, że macie czas 12h30, a tymczasem macie 15h30. Tak czy siak już ukończenie jest marzeniem (czasami nieosiągalnym) większości biegaczy!

waleśka, 2011-08-24 12:07:12, napisał/a:

Gratuluję! Nie powiem, że i mnie kusi ta impreza :) Może ten rok, może następny, nie wiem. Ale na pewno się tam pojawię :) Wymagająca jest, to bez wątpienia, więc bez treningu się nie obejdzie.

W każdym razie gratuluję raz jeszcze wytrwałości, ukończenia i życzę polepszenia wyniku w kolejnych startach :)

Janek, 2011-08-24 12:07:58, napisał/a:

Asia, a jak Twoje biegi na stadionie?

waleśka, 2011-08-24 12:34:27, napisał/a:

No na razie wakacyjny przestój. Zbieram się, żeby po tych wojażach zacząć znowu biegać. Same treningi dopiero od października, ale przydałoby się rozeznać w sytuacji, jak kondycja się ma po odpoczynku ;).

Skomentuj ten wpis!

© copyright by Niezła Korba 2008-12; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters