Logo Niezła Korba

Na skróty

2012-03-29
Do trzech razy sztuka
komentarzy: 2

2012-03-26
Bieg Piastów oczyma debiutantów i weterana
komentarzy: 1

2012-03-14
Warszawa Nocą - WYNIKI cyklu
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2012-04-02 21:07
Maciej:
Brawo Łucja. Mój pierwszy półmaraton to był rok 2008. Pamiętam, że z Jankiem, Olkiem i Aruse...

2012-03-30 17:41
Mania:
Super Łucja! Gratuluje!...

2012-03-27 09:58
aka:
Brawo Janek za taki wynik w pierwszym sezonie startowym w BnO. Brawo dla zwycięzcy, Piotra Łobodz...

2012-03-27 09:47
Agnieszka:
Cudowne doświadczenie! Brawa dla wszystkich i każdego z osobna. Jak pomyślę, że jesteście w ...

2012-03-06 09:44
bikergonia:
jeszcze raz szacun za start i wolę walki pomimo takiego mrozu :)...

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

Do trzech razy sztuka

Trzy półmaratony - każdy bieg w zupełnie innym stylu. Trochę o moim bieganiu przez pryzmat trzech startów w Półmaratonie Warszawskim.

Rok 2009 - 2:04:21
Biegam dwa-trzy razy w tygodniu, ale nie jest to trenowanie tylko po prostu zwyczajne bieganie. Sporą część biegam z Jankiem, wedle jego tętna, ale moje serce zawsze bije szybciej, więc trochę to bez sensu.

Moje buty biegowe strasznie mnie obcierają, więc na linię startu ustawiam się w butach, które dostałam od koleżanki. Po praniu zrobiły się na nią za małe, a na mnie są akurat. Biegnę już za to z własnym pulsometrem, który kupiłam dwa tygodnie wcześniej. Wieczór przed PW biegnę Nocne Manewry – ośmio kilometrowy bieg po Warszawie, na którym zdobywam 3. miejsce. Jakoś do głowy mi nie przyszło, że mogę się na nim zmęczyć, a zbytni wysiłek przed półmaratonem to kiepski pomysł.

Od samego startu biegnę szybko. Początkowo nie czuję zmęczenia, ale odpłacam to na ostatnich kilometrach. Ze łzami w oczach, co i rusz, przechodzę z biegu do marszu, bo buty jednak nie były dobre – czuję jak cała stopa mnie pali, a na dodatek obtarłam się od pulsometru. Czas na mecie 2:04:21, średnie tętno 184. Pierwszy raz przebiegłam taki dystans. Wcześniej dwa razy przebiegłam 18km. Po powrocie do domu zalegam na kanapie i momentalnie usypiam. Budzę się dwie godziny później, potwornie głodna.

Rok 2010
Nie startuję w półmaratonie. Powodu nie pamiętam, musiał być więc jakiś błahy.

Rok 2011 - 2:01:11

Do samego półmaratonu jakoś specjalnie nie trenuję. Po prostu sobie biegam, ale mimo to mam ambicję ukończyć poniżej 2h. Pierwsze 5 km biegnę z siostrą, tłum dookoła powoduje, że tempo jest dość spokojne. Po 5km dostaję skrzydeł, lecę na złamanie karku ciesząc się słońcem. Kilometry między 10 a 15 nie są złe, ale wyłączyła mi się muzyka. Trochę to denerwujące, ale na co dzień przecież biegam bez. Powinnam dać radę. Ostatnie kilometry to już spadek tempa spowodowany zrywem na drugiej piątce. Wszystko przeszkadza, a jeszcze podbieg na Sanguszki przede mną. Tak około 18 km dołącza do mnie Janek, który mnie motywuje, ale wcale go nie słucham. Próbuję wymyślić w jakim tempie mam biec, żeby ukończyć w dwóch godzinach, ale przy takim zmęczeniu już nie umiem. Rozmijam się z 2h o 1min 11s.

Tym razem ograniczeniem na półmaratonie nie był sprzęt; w sumie wszystko już miałam: sportowy stanik, porządne buty, pulsometr. Ograniczeniem było szarpanie tempa w trakcie biegu.

Rok 2012 - 1:57:58

Niezła KorbaPółmaraton był w tym roku nie tyle celem, co środkiem do celu jakim jest triathlon w Suszu. Od stycznia biegam bardzo regularnie - 3-4 razy w tygodniu. Bezpośrednie przygotowania do PW wspomagały treningi z Wojtkiem Staszewskim w ramach 8-tygodniowego przygotowania w ERGO – tempówki, podbiegi, siła, ćwiczenia nie są mi obce.

Na starcie czuję się dobrze, choć w nocy wcale mi się dobrze nie spało. Wymyśliłam sobie, że ustawię się w strefie pomiędzy pacemakerami na 1:55 i 2:00, żeby po pierwszych kilometrach zdecydować się, czy jestem dziś mocniejsza czy nie. Jednak jak tylko okazało się, że grupy 1:55 i 2:00 startują w odstępie czasowym, to karnie wróciłam na początek strefy 2:00. I była to bardzo dobra decyzja!

Z grupą na 2:00 biegłam aż do 15. kilometra. Pacemaker bardzo pomagał, bo utrzymywał równe tempo 5:40, dopingował, mówił co jest na trasie. Na podbiegu na Agrykolę trochę zwolniliśmy. Mimo to na szczycie ciągle mieliśmy 10 s przewagi w stosunku do naszego docelowego czasu. Na zbiegu Belwederską jakoś nogi zaczęły mnie szybciej nieść i nim się zorientowałam byłam już jakieś 15 metrów przed grupą. Tak - to był doskonały moment na ucieczkę. Do mety pobiegłam już żwawszym tempem z niesamowitym, jak na mnie, ostatnim kilometrem w tempie 4:55.

A w porównaniu do poprzednich półmaratonów - podczas tegorocznego wzbogaciłam się o opaskę na rękę z międzyczasami na każdy kilometr, zegarek z możliwością łapania międzyczasów (GPS ani odczyt tętna nie zadziałały, wiec pulsometrem tego nie nazwę) i żel, którego zjadłam na zbiegu do tunelu. A przede wszystkim miałam poukładane w głowie, że trzeba biec równo, a jak są siły to przyspieszać na końcu - opłaciło się! Ba! Nawet mam wrażenie, że mogło być szybciej.

Niezła Korba


Szybkie spojrzenie na czasy poszczególnych odcinków i tempo i dokładnie widać, co było nie tak. W 2009 zbyt szybkie tempo przez pierwsze 10 km, w 2011 zbyt szybkie tempo na drugiej piątce. Wreszcie w 2012 równe tempo przez 15km i przyspieszanie na ostatnich kilometrach. Ciekawe czy będę tak umiała przyspieszać na maratonie - odpowiedź już we wrześniu.

Napisał/a: Łucja, 2012-03-29 21:12:29 komentarze (2) || skomentuj

Bieg Piastów oczyma debiutantów i weterana

Bo z Biegiem Piastów jest tak. Jak ktoś już wystartuje, to w następnym roku zabiera ze sobą znajomych, przyjaciół - co najmniej kilkoro - tak Pan Julian Gozdowski opowiadał w wywiadzie, z czego bierze się rosnąca popularność Biegu Piastów. Nie inaczej było w naszym przypadku. W tym roku Darek i Adam zabrali trzech debiutantów - Łucję, Janka i drugiego Darka.

Biegówki - I like it!
Moja fascynacja biegówkami, a konkretnie Jakuszycami spadła na mnie nagle. Jeden artykuł w Turystyce o bieganiu na biegówkach po Górach Izerskich i pysznych racuchach z jagodami w Chatce Górzystów i w sezonie 2011/12 w Jakuszycach byliśmy aż trzy razy.

Niezła KorbaZakończeniem sezonu był start w Biegu Piastów na trasie 50km stylem klasycznym. Bieg jedyny w swoim rodzaju z niesamowitą atmosferą. To co najbardziej mnie urzekło, to liczni uczestnicy w kategoriach powyżej 65 roku życia. 70-letni Japończyk, który jednego dnia zrobił 50km klasykiem, a potem 50km łyżwą wcale nie był wyjątkiem. Ja też chcę być taką wysportowaną babcią!

Jak to ja, przed biegiem strasznie się denerwowałam. Samym startem, tym czy nie wybrałam dłuższej trasy trochę na wyrost - no bo przecież nie mam dużego doświadczenia na biegówkach, a już na pewno podbiegi nie są moją mocną stroną...

Bieg minął mi niesamowicie szybko, jeśli w ogóle można mówić, że pięć godzin na nartach może szybko minąć. Równa praca rąk i nóg, krok za krokiem, zliczanie kolejnych kilometrów, piękne widoki, słońce, dwa małe upadki na początkowych kilometrach trasy, kilka nowych przyjaźni. Okazało się też, że wolę podbiegi niż zjazdy - tego to się nie spodziewałam. Na zjazdach trochę hamowały mi narty, bo miałam nasmarowane na minusową temperaturę, a była już pod koniec mocno na plusie od słońca. Za to na każdej górce powolutku swoim tempem wyprzedzałam. Metę przekraczałam bardzo zadowolona z siebie, no bo dałam z siebie naprawdę dużo, ale czegoś mi brakowało... No tak - kibiców! Bo moi kibice w tym czasie jedli smaczną zupę spodziewając się mnie na mecie dopiero 30 minut później :)

Niezła KorbaDarek - Debiutant
Pomimo, że z biegówkami mam do czynienia już ponad dwadzieścia lat, zabierałem je z sobą zarówno na liczne wypady zimowe w różne regiony Polski, jak i na Słowację, do Czech czy w Dolomity, jednak nigdy niedane mi było brać udziału ‘w zawodach’ – w tym tych najważniejszych w Polsce, czyli jakuszyckim Biegu. Oczywiście trasy na przepięknych stokach izerskich były mi znane, zarówno narciarsko jak i pieszo, ale bez tej unikalnej atmosfery Biegu.
Jechałem zatem na XXXVI Bieg Piastów z wielkim zapałem, ale i niepewnością… Wynikała ona z braku treningu ‘na śniegu’ w Warszawie oraz z możliwego zmęczenia po 8-godzinnej podróży. Piątek wieczorem – odbiór pakietów startowych w Kaprysie; już czuje się przedsmak rywalizacji. Wszystko idzie gładko, numer i dane się zgadzają; potem jeszcze kolacyjny makaron i trzeba iść spać. Noc przebiega niespokojnie – czyżby adrenalina wzrastała ?
Sobotni poranek zaczyna się mroźnie i słonecznie – z tarasu widać dokładnie Szrenicę i Kotły w śniegu. Pakujemy sprzęt do samochodu i meldujemy się na Polanie na godzinę przed biegiem na 50 km. Samochodów przybywa z minuty na minutę coraz więcej; organizatorzy kończą ogradzanie sektorów; kilkudziesięciu zawodników już grzeje się na krótkim odcinku wolnych torów lub rozciąga się na starcie. Już czuję tę wspaniałą przedstartową mobilizację. Niestety mój dystans 26 km startuje dopiero za cztery godziny… Robię więc trochę zdjęć i trochę hałasu na linii startu 50 km – wygląda to imponująco, ponad 1500 ‘klasyków’ już cieszy się biegiem.
Wreszcie przychodzi czas na mnie i moje 26 km; słońce popołudniu świeci mocno; śnieg na Polanie mokry, ale w lesie i ‘na górze’powinno być mroźniej. Startuję z ostatniego sektora, co oznacza kilkanaście minut czekania po pierwszym wystrzale; słychać rozmowy innych debiutantów i ich uwagi.

Niezła KorbaRuszamy. Najpierw trochę zamieszania; ktoś upada, ktoś się zatrzymuje, ktoś coś krzyczy do publiczności. Podbieg, zjazd i wjeżdżamy do lasu. Śnieg nadal mokry, tory są już mocno rozjeżdżone, ale wszyscy mocno cisną na kijki – nikt nie chce być wyprzedzany. Szybko mija pierwsze 8 kilometrów i już bufet na Orlu – obsługa sprawnie podaje kubki z gorącą herbatą, potem jeszcze mobilizuje do dalszego biegu. Zaczyna się długi podjazd; tempo spada natychmiast; tworzą się grupki 2-3 osobowe, które wspólnie zmagają się z podbiegiem i własnymi słabościami. Świeci słońce, jest czas aby podziwiać widoki zaśnieżonych gór; tory praktycznie nie istnieją, śnieg bardzo sypki i rozjeżdżony. Udało się – jesteśmy ‘na górze’; zaczynają się najlepsze kawałki trasy; krótkie zjazdy i podbiegi, bufety co 2-3 kilometry, słońce powoli się chowa. Na zjazdach dwie rynny wyjeżdżone przez niespełna trzy tysiące zawodników, którzy jechali przede mną - zaliczam dwie wywrotki. Na szczęście bez kontuzji, a nawet wpływa to jeszcze bardziej mobilizująco na dalsze kilometry. Ostatni zjazd i już widać Polanę. Jeszcze kilkanaście odepchnięć kijkami, ostatnia prosta i meta. Samopoczucie wspaniałe; są nadal siły na dalszy bieg, ale … tory się kończą. Jeszcze medal, coś do picia, szybka przebierka w samochodzie i apetyt zachęca do odwiedzenia restauracji, gdzie już od kilku godzin zawodnicy przy piwie cieszą się wspólnie z wyników biegu.
Krótkie podsumowanie. Wspaniała pogoda, dobra organizacja biegu oraz imprez towarzyszących; duża frekwencja zarówno zawodników jak i osób towarzysząco-dopingujących. Szkoda tylko, że następnego dnia (w niedzielę) nie można było ponownie pobiegać na trasach, ale przecież zwolennicy stylu łyżwowego też muszą nacieszyć się rywalizacją w Biegu Piastów.
Do zobaczenia za rok; być może już na dłuższym dystansie…

Darek - Weteran
Niezła Korba Ostatni zakręt i widzę bramę z napisem meta. Lekko pod górkę, sił mało, narty już nie dają odbicia w rozpuszczonym słońcem śniegu. Mijają mnie kolejni zawodnicy krótszej trasy, aż głupio, że nie mogę w ładnym stylu wbiec na metę. Otuchy dodają mi okrzyki "brawo pięćdziesiątka" nielicznych kibiców, którzy czujnie spostrzegają ostatnich finiszujących zawodników trasy długiej. Najgłośniej dopinguje oczywiście ekipa Niezłej Korby: Łucja, Adam i Janek. Nareszcie meta, medal na szyi jako uwieńczenie ponad sześciogodzinnego wysiłku. Można teraz wypocząć, czuję, że dzisiejszy bieg kosztował sporo sił. Jeszcze czekamy na Darka biegnącego krótszy dystans. Potem idziemy do Biatlonu, aby zjeść coś lepszego niż żele energetyczne. Wieczorem po krótkim wypoczynku przygotowuję razem z Adamem narty do jego debiutu w niedzielę na dystansie 50 FT.
Niezła Korba
Przygodę z biegówkami zacząłem w połowie lat osiemdziesiątych. Wtedy w epoce nart drewnianych tata cudem zdobył prawdziwe kompozytowe narty z Zachodu Blizzardy. Całość uzupełniały niebiesko-żółte buty biegowe firmy Polsport oraz wiązania NN 75. Na nich nauczyłem się jeździć i przemierzyłem wiele kilometrów leśnych wędrówek wokół Warszawy. Wiele lat później odkryłem Jakuszyce jako najlepsze miejsce w Polsce do uprawiania tego pięknego sportu. W tym roku w Biegu Piastów startowałem już po raz szósty (50CT).
Mój i Adama start poprzedziliśmy tradycyjnie tygodniowym pobytem w Jakuszycach podczas ferii zimowych w ostatnim tygodniu stycznia. W tym roku po raz pierwszy postanawiam samodzielnie przygotować narty do startu. Jakieś minimalne doświadczenie już w tym zakresie mam i pora była uczynić samodzielny krok. W piątek dość późno dojeżdżamy do Szklarskiej Poręby. Szybka rejestracja i razem z Jankiem i Łucją jedziemy na kwaterę. Po kolacji przystępuję do przygotowania nart. Praca zajęła więcej czasu niż myślałem i w efekcie kładę się przed północą. Położyłem w sumie pięć warstw na poślizg i na rano przed startem pozostaje klaster. Prognoza mówi, że z rana będzie lekki mróz, późnej w ciągu dnia temperatura ma być dodatnia przy bezchmurnym niebie. Oznacza to tyle, że będą kłopoty ze smarowaniem na trzymanie gdyż w czasie biegu będzie spora rozbieżność temperatur. Sprawdzając narty przed startem czuję jak trasa jest bardzo zmrożona, słychać charakterystyczny szum nart po lodzie. Na razie trzymanie jeszcze działa. Trasę biegu mam podzieloną w głowie na odcinki, aby łatwiej było ją pokonywać. Pierwszy to do Orla, potem długi podbieg, Krogulec, trasa Justynki i Volvo do Rozdroża pod Cichą równią, zjazd Górnym Duktem, długa prosta w kierunku Białej Doliny, długi podjazd i zjazd Dolnym Duktem do mety. Trasę dobrze znam niejednokrotnie razem z Adamem przejechaliśmy ją tam i z powrotem.

Niezła KorbaStart spokojny, bo wiem, że czeka mnie długa trasa i na początku trzeba oszczędzać siły. Na którymś z łatwych zjazdów z zakrętem widzę jak kilku mniej wprawnych zawodników kolejno jeden za drugim przewraca się, co wygląda dość komicznie. Niedługo i ja miałem doświadczyć tego samego. Do Krogulca wszystko idzie zgodnie z planem, jadę swoim tempem, narty trzymają się śniegu, na zjazdach wiedzę, że „jadą”. Kluczowym jest moment zjazdu przy nawrocie na Krogulcu, tam okazuje się, że trasa jest już bardzo wyślizgana wszak przejechało po niej przede mną około tysiąca narciarzy. Ponadto po obu stronach zalegają hałdy rozgarniętego śniegu. W efekcie zjazd był bardzo szybki i tuż przez jego końcem przy dosyć dużej prędkości tracę równowagę i leżę w śniegu. Razem ze mną leży też kilku zawodników, rzeczywiście dzisiaj ten zjazd były selektywny. W domu po biegu na przedramieniu odkrywam zbicie w kolorze śliwki węgierki oraz czuję kolano, które przyjęło impet uderzenia. Po upadku otrząsam się i dalej śmiało ruszam w trasę. Zaliczę jeszcze dwa kolejne upadki, ale już nie tak poważne jak ten. Po pewnym czasie stwierdzam, że trzymanie w nartach puściło i od tego momentu do mety będzie już trwała moja walka o jak najlepsze odbicie. Kilkakrotnie zatrzymuję się, aby posmarować stałym smarem, na punkcie serwisowym chłopcy smarują mi doraźnie narty klistrem. Wszystkie te zabiegi pomagają doraźnie na jakiś czas a potem walka zaczyna się od nowa. Cieszy mnie za to, że na zjazdach doganiam narciarzy, którzy znacznie mnie wyprzedzali. To mnie motywuje do dalszej jazdy, pokonać podjazdy, wiedząc, że nagrodą będą szybkie zjazdy. Odpoczywam sporo zjeżdżając w kierunku Białej Doliny. Tory w śladzie pięknie zalodzone, dzięki czemu w zasadzie bezproblemowo zjeżdżam. Zaczyna się ostatni podjazd po kopalnię. W głowie jakby odtwarzany z płyty przelatuje refren utworu Róż Europy:
Niezła Korba
„A ja biegnę, biegnę, biegnę po ulicy;
I eksploduje moje serce
I ciągle, ciągle jeszcze więcej
Nigdy dosyć rewolucji”

Chyba nigdy mi jeszcze ten fragment trasy tak się nie dłużył jak tym razem. Sił coraz mniej, wkurzam się na słabe trzymanie. Trzeba przetrzymać potem już tylko zjazd. Śnieg w wielu nasłonecznionych miejscach już zupełnie „wodny”. Wjeżdżając w takie miejsca czuje wyraźnie jak wzrasta opór. Osiągam Rozdroże pod Cichą Równią, czyli meta tuż tuż. Ciężkie nogi i ciężki oddech. Udało się ! Kolejny Bieg Piastów zaliczony. Czas oczywiście do zdecydowanej poprawy w przyszłym roku.

Największym bohaterem tegorocznego Biegu Piastów jest dla mnie Adam (mój syn), który jest najmłodszym zawodnikiem, który ukończył 50 FT.


W przyszłym roku obowiązkowa impreza - znany jest już termin 2 marca 2013!

Napisał/a: Łucja, 2012-03-26 22:14:23 komentarze (1) || skomentuj

Warszawa Nocą - WYNIKI cyklu

Niezła Korba

Napisał/a: Janek, 2012-03-14 22:48:41 komentarze (1) || skomentuj

Warszawa Nocą - ranking cyklu wg. Janka

W wolnej chwili opracowałem propozycję ranking dla cyklu biegów na orientacje Warszawa Nocą.

Jak działa ranking?


Niezła Korba

Napisał/a: Janek, 2012-02-26 22:55:29 komentarze (2) || skomentuj

Warszawa Nocą - etap 4 - analiza

Zabieram się za analizy.

Załączam mój przebieg (WN E4_slad_Janek_tempo.jpg oraz WN E4_slad_Janek.kmz).
Zielony kolor to tempo 3-4"/km, żółty 4-5"/km, czerwony powyżej 5"/km.
Niezła Korba



Komentarz:



Załączam też plik ze statystykami (WN E4_slad_Janek_statystyki.jpg).

Niezła Korba



Kilka ciekawostek odnośnie przebiegów i tempa:



Analizowałem też międzyczasy:



Wykres tętna


Odnośnie wykresu HR nic mądrego nie powiem (WN E4_slad_Janek_HRwykres.jpg). Równy, na samej końcówce widać, że się spieszyłem. Przebieg na PK14 jakiś luźniejszy, ale może po prostu wcześniej czekałem w kolejce do SI i mi tętno spadło.

Niezła Korba


Podsumowując


Co mogę poprawić? Błędy: PK1 (28"), PK2 (15"), PK12 (15"), PK14 (26") = 84", kolejne 35" brakujące do zwycięzcy trzeba by było nadgonić na tempie biegu pomiędzy pozostałymi punktami. Trzeba też pamiętać, że zwycięzca też popełnił błąd na PK2 (+30"). Czyli nie dość, że trzeba biegać bezbłędnie to jeszcze mega szybko! A no i muszę ćwiczyć zbiegi, bo mnie tam wyprzedzają.


PS
Zgadzam, się że trasa była bez szału - ta z Szybkiego Mózgu wyglądała sporo ciekawiej!

Napisał/a: Janek, 2012-02-26 22:19:55 komentarze (2) || skomentuj

© copyright by Niezła Korba 2008-12; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters